Start Gazeta szkolna Persyflaż
Gazeta szkolna PERSYFLAŻ

W naszej szkole od grudnia 2011 r. działa czasopismo, które można nazwać zwyczajowo nazwać gazetką szkolną. Powstała ona z inicjatywy uczniów, zyskała aprobatę i przychylność pana Dyrektora i pomocną dłoń w postaci mgr Marii Nowak.

Chcielibyśmy podkreślić, że kontynuujemy dobrą tradycję, bo to nie pierwszy tytuł, jaki jest wydawany w tej szkole. Mieliśmy godnych poprzedników: Kapsel, Ocenzurowano, Korytarz, Czarno na Białym. Teraz mamy Persyflaż.

Nazwa trochę przekorna i intrygująca niektórych (taka właśnie miała być) oznacza „środek stylistyczny, wypowiedź ukrywającą kpinę i ironię pod pozorami powagi i uprzejmości” lub „naśladowanie cudzego stylu”. Nasza redakcja nie ma zamiaru z nikogo kpić ani nikogo naśladować, po prostu było to kiedyś ulubione słówko na języku polskim w klasie III b (a z tej klasy pochodzi główny człon założycielskiej redakcji Persyflażu).

Pragniemy, aby jak najszersze grono osób – uczniów, nauczycieli- identyfikowało się z pismem. Tworzymy go wspólnie- dla Was i – mamy nadzieję- razem z Wami. Zapraszamy do współpracy nowych chętnych obywateli naszej szkolnej społeczności. Nie tylko tych, którzy piszą (lub starają się pisać), ale także tych, co lubią robić zdjęcia, malują, rysują, tworzą poezję i mają inne ciekawe hobby (np. pieczenie muffinek, szydełkowanie, a może coś jeszcze). Może właśnie w naszym czasopiśmie ktoś zechce pokazać swe ukryte talenty.  Czekamy na Wasze opinie, pytania, propozycje.

Do Waszej dyspozycji jest skrzynka gazetki szkolnej umieszczona przy głównym wejściu do szkoły oraz skrzynka elektroniczna :
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

Życzymy miłej lektury i mamy nadzieję, że z niecierpliwością będziecie oczekiwali kolejnego numeru!

Spotkania grupy redakcyjnej odbywają się w poniedziałki o godz. 14.10  w sali nr 13. Jeśli nie możesz wtedy do nas przyjść, zgłoś się bezpośrednio do p. Marii Nowak

 

 

Opiekun, projekt graficzny i skład: mgr Maria Nowak



FELIETON WYRÓŻNIONY PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
czwartek, 15 września 2016 19:46

Zamieszczamy felieton Grzegorza Wypióra z klasy III B (rocznik maturalny 2016) wyróżniony w Powiatowym Konkursie "O laur Peryskopu" w maju 2016 r.

 

Pierogi mają uczucia

Pewnie sobie teraz myślisz 'co to za kretyński tytuł'. Owszem, jest kretyński, ale skoro to czytasz, to znaczy, że Cię zaciekawił, czyli spełnił swoją rolę. Mógłbym napisać w tytule: 'bardzo ciekawy felieton, poruszający ważne sprawy, koniecznie przeczytaj', ale powiedzmy sobie szczerze, kto by to przeczytał? Co innego tytuł kretyński, który działa niczym spławik, bo ludzie kochają to co idiotyczne i głupie, tak to już jest w dzisiejszym świecie.

Aby doświadczyć na skórze własnej tego wszechobecnego zidiocenia społeczeństwa, które zdaje się robić wszystko na odwrót, wystarczy spojrzeć na ziemię, która zwie się Polska. Tak, nasz kochany kraj, ojczyzna, kraina naszych dziadów i pradziadów, nasze dziedzictwo. Piękne słowa, nieprawdaż? A co mamy z drugiej strony? Prezydenta wchodzącego na krzesła (tu, na szczęście, należy użyć formy 'mieliśmy') albo kwotę wolną od podatku na poziomie 3091 zł. Tak jest, 3091 zł! W Bostwanie ta kwota wynosi 12384 zł. W Bostwanie! Gdzie to w ogóle leży? Ja oczywiście, jako człowiek obyty i oczytany wiem, ale jakby zapytać przeciętnego Janusza, to odpowiedziałby, że Bostwana to taka dyskoteka, gdzie chodził za młodu i gdzie poznał swoją małżonkę Grażynę. Poziom wiedzy naszych ukochanych rodaków woła o pomstę do nieba. I nie chodzi tu o znajomość fizyki kwantowej, ale o podstawowe rzeczy, które każdy Polak powinien wiedzieć. Bo jak ktoś może nazywać się Polakiem, skoro nie wie chociażby tego, kiedy odzyskaliśmy niepodległość! Ludzie, zlitujcie się nade mną, bo jak słyszę jednego z drugim, jak opowiada jakieś dyrdymały, to mam ochotę spakować się i wyjechać do dżungli, do murzynka Bambo..

.. o jejku, przepraszam! Nie chciałem, tfu tfu, cofam 'murzynka'! O nie, znowu to zrobiłem, wybacz mi o poprawności polityczna, chciałem napisać 'ciemnoskórego Afroamerykanina'. Cóż ze mnie za rasista, użyłem sformułowania 'murzynek'. Przecież za takie coś powinienem iść do więzienia o zaostrzonym rygorze. W dzisiejszych czasach króluje bowiem wyżej wspomniana poprawność polityczna. Coś, co jest nam narzucone, nie mam bladego pojęcia przez kogo, ale to 'coś' jest naszym ograniczeniem.  Odkąd jesteśmy w Eurosojuzie, bądź jak kto woli w Unii Europejskiej (oczywiście wszechmocnej i wielkiej propagatorce wolności i dobrobytu) coraz mocniej zaciska się nam kaganiec. Nie możemy powiedzieć tego co myślimy, bo zostaniemy oskarżeni o 'nietolerancyjność' lub Bóg wie co jeszcze. To jest chore, że w dobie wolności słowa musimy się pilnować i nakładać na nasze myśli oraz słowa cenzurę. Do czego doprowadziła idiotyczna polityka 'nowoczesnej nowomowy?' Gej? O nie, dziś powiemy 'waginosceptyk', bo inaczej możemy zostać posądzeni o zniesławienie. Murzyn? O Boże, ty rasisto, wstydź się! Naprawdę nie wiem co w tym określeniu jest nie tak, babcia czytała mi bajkę o 'Murzynku Bambo' i wcale na rasistę nie wyrosłem, ale chyba jestem jakiś wyjątkowy. Szybki test: twoja córka chcę wyjść za muzułmanina, co robisz? Nad czym się jeszcze zastanawiasz? Oczywiście, że się zgadzasz! Jak mogłeś nawet pomyśleć o tym, że jej zabronisz? Trzeba być otwartym na nowe kultury, bo przecież nasza jest już przestarzała, niech żyje multi-kulti! Niech żyje!

'Niech żyje Allah' - krzyknął Muhamad pośród tłumu w klubie Bataclan i nacisnął przycisk. Co było potem chyba nie muszę przypominać, 129 osób zabitych. Jeśli ktoś jeszcze nie wie o czym mówię, niech wróci do początku tekstu, to dowie się kim jest. Ataki w Paryżu były oczywiście straszną tragedią i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Natomiast szopka, jaką  odstawiono po tych wydarzeniach przekracza granicę mojego rozumowania. Internet wrzał od wpisów 'prayforparis', celebryci i znani ludzie wyrażali swój ból i łączyli się w cierpieniu z poszkodowanymi. Wszystko w porządku, ale ludzie giną codziennie w większych ilościach, jednak nikt sobie z tego nic nie robi. Facebook umożliwił użytkownikom 'pokolorowanie' swojego zdjęcia na kolory flagi francuskiej, z czego ludzie chętnie korzystali, często nie mając pojęcia co robią. Przytoczę rozmowę dwóch kolegów:
- Dlaczego masz flagę Francji na zdjęciu?
- Jak to, nie wiesz? Francja ma wojnę.
- Co, z kim?
- No z Paryżem.
Pozostawię to bez komentarza, bo nawet ciężko jakikolwiek znaleźć. Francja padła ofiarą swojej 'kretyńskiej' polityki otwartych drzwi dla każdego. Poprawność polityczna osiągnęła tam apogeum głupoty. Tolerowanie wszystkiego bez chwili zastanowienia doprowadziło do tego, że w tym kraju wrze.

'Wam Polakom to nigdy nic nie pasuje', 'Nietolerancyjny, ciemnogród!' Może i ciemnogród, ale nikt mi w tym ciemnogrodzie nie utnie głowy za chodzenie co niedziela do kościoła, albo za jedzenie schabowego z kapustą i ziemniaczkami. Co z tego, że typowy pan Janusz sądzi, że Bostwana to dyskoteka, że państwo okrada nas z ciężko zarobionych pieniędzy, że politycy kłócą się między sobą, zamiast służyć ludziom, że jesteśmy we wszystkim podzieleni na pół, a po środku morze nienawiści. Mamy wspaniałą historię i nie możemy pozwolić, żeby powszechne ogłupienie i jakaś poprawność polityczna nam ją zabrała. Jak to powiedział Józef Piłsudski: 'naród wspaniały, tylko ludzie <tu pada słowo powszechnie uważane za obraźliwe>', dlatego w imię 'poprawności politycznej' go nie przytoczę.

 
Nasza twórczość własna PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
czwartek, 10 marca 2016 20:46

Uczniowie klasy III B brali udział w warsztatach inspirowanych twórczością Mirona Białoszewskiego- niezwykłego, nietuzinkowego poety współczesnego. Były to zajęcia niezwykle twórcze, a ich efektem okazały się być teksty- wiersze.

Zapraszamy do czytania i dzielenia się swoimi uwagami, a może także tekstami :)

Dla osób, które odnajdą wszystkie odwołania kulturowe, konteksty literackie i inne- przewidziane są nagrody. Rozwiązania proszę składać do pani Marii Nowak.

 

 

Krzesło

Krzesło pięknym przedmiotem jest

Krzesło krzesło krzesło

Z oparciem czy bez oparcia

Krzesło

Czymże jest jeśli nie sensem naszego siedzenia?

Na krześle siedział Piłat, siedzę i ja

Alem ja nie złoczyńca

Krzesło dodaj mi skrzydła

Krzesło

Elektryczne

Krzesło jest jajkiem

Stanikiem

Czworonożnym przyjacielem

Ludzie umierają, krzesła zostają

Siedźmy, nikt nie woła

 

Skafandryci {A.O., D.Ś., A.M., M.G.}

 

 

Hymn do podłogi

O! Podłogo, która znosisz ciężary codziennego życia,

Ty, po której pałętają się tabuny szarych obłoków,

Ty, która wymagasz codziennego mycia,

Ty, choć zdeptana, użyczasz nam kroków,

Ty, choć wiele par butów widziałaś, nigdy się nie poddałaś,

O! Podłogo, choć twój wygląd wszędzie różny,

każdy człowiek jest ci dłużny!

 

{Stawowy, Burdek, Chyczyńska, Filek, Madoń}

 

 

 

Pyra-kartofel- ziemniak, czyli wariacja warzywna

Leżysz samotny, w ziemi schowany

Choć pospolity, a tak uwielbiany,

Polska ziemia cię wydała

Niejedna rodzina na obiad miała.

 

Ty uzupełnieniem każdego obiadu,

Podstawą posiłkowego ładu,

Na talerzu obok schaboszczaka,

Naszą uwagę odwracasz od Kiszczaka.

 

Gesslerka by jadła cię tygodniami,

A Mieciu skrobał godzinami,

Spichlerz cię nie ogarnie, wszędy pełno ciebie,

W spiżarni, na polu, w kuchni i w chlebie.

 

{Wisława Szymborska wraz z koleżankami: K.B., K.G., W.M., W.P. }

 

 

Durszlak albo bohatera opisanie

Ach durszlaku, mój rodaku,

Ni ma ciebie nigdy w maku.

Ach durszlaku, przyjacielu,

Takich, jak ty, nie ma wielu.

 

Twoje dziurki są ponętne,

Przy nich oczy zawsze mętne.

A twój uchwyt taki gładki,

W tobie makaron nigdy rzadki.

 

Żaden robot cię nie wyprze,

Jesteś nawet już na Cyprze.

Kiedy biorę ciebie w ręce,

Obiad przygotuję prędce.

 

Tyś nawet w Panu Tadeuszu,

Klanie, Ojcu Mateuszu.

Na Wspólnej cię nie używali,

To zły serial- powiadali.

 

Ciebie przed laty Wałęsa używał,

Z ciebie obiady Kwaśniewski spożywał,

I z ciebie Kiszczak zajadał przejęty,

Gdy chomikował swe dokumenty.

 

I Lewandowski, i Komorowski,

Pazdan i Mila, i Andrzej Grabowski,

Donatan i Cleo, i Tadek Morek,

Jadają z ciebie, czy środa, czy wtorek.

 

Powie tak każdy, kto z tobą był:

Durszlak wielkim narzędziem był!

 

{KITOWCY – Szymon „Krakers” Zacharski, Krzysztof „Widelec” Lenik, Wojciech „Kitposterz” Bruzda, Dawid „Listonosz” Basista}

 

 

Skarby podziemia

Słuchaj człowieku, chowany na mleku,

Chowany w chacie, na polskiej ziemi,

A nie w rosyjskiej celi więzieni.

 

Masz przed sobą kwiat ojczystej ziemi,

Wypruty z krwią ludzkich rąk korzeni.

 

Włosi mają swe oliwki,

A my robimy smaczne frytki,

Z naszych ziemniaków

Złotych jak Kraków.

 

Zakopany pod osłoną nocy,

Jak pocisk wystrzelony z procy,

Przykładem Reduty Ordona,

Nasz skarb w ziemi nie skona.

 

Słowami Mickiewiczowskiej Żegoty zachęcany,

Z Niebios nam dany,

Powstań Polsko! Skrusz kajdany!

 

{KÓHAŻE - Czubi M, obieraczka do frytek, toster, frytkownica, patelnia, tłuczek}

Poprawiony: czwartek, 10 marca 2016 20:54
 
Felieton nagrodzony III miejscem w Powiatowym Konkursie Publicystycznym - 23 marca 2013 r. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Nowak   
środa, 03 kwietnia 2013 20:56

MATURA TO BZDURA, A NA POCHYŁE DRZEWO I SALOMON NIE NALEJE

 

Wrześniu, why?

Tak, wraz z dziewiątym miesiącem roku skończyły się wakacyjne wieczory z chipsami, telewizorem i muzyką, spanie do późna, spotkania z przyjaciółmi o każdej porze dnia (i nocy). Lipiec i sierpień to przeszłość, pozostał żal i miliony zdjęć i wspomnień. Odpoczęliśmy – jak zawsze, za mało – ale szara rzeczywistość ściągnęła nas ponownie na ziemię. I tak oto wielki come-back – te same szkolne ławki, dzwonek, ta sama kilometrowa kolejka w szkolnym bufecie i uczniowski tłum korytarzowy niepozwalający na dotarcie na czas w żadne miejsce w szkole. Wszechobecne szepty pierwszoklasistów niemogących znaleźć „drogi do czwórki”, nieświadomych jeszcze o panujących regułach („klasa trzecia ma pierwszeństwo” – obowiązuje od zawsze i na zawsze), nieznających gier („kto pierwszy w kolejce ten lepszy, ale kto się wepchnie ten pierwszy”), nierozpoznających do końca nauczycieli, niemogących odnaleźć motywacji do rozpoczęcia pilnego studiowania podręczników… Mają czas. My – średnio na jeża (czyt. nie).


Październiku, październiku…

Klasy pierwsze przestały chować się za filarami, zaczęły pomrukiwać coś na poziomie „cześć” z lekkim uśmiechem, ale nadal rozbieganym sarnim wzrokiem… Wiedzą już, że Pan/Pani X tego konkretnego koloru nie lubi, a ten inny wpływa kojąco, więc codziennie na dany przedmiot podążają zgodnym szeregiem ubrane od stóp do głów na zielono/fioletowo/niebiesko/etc.
Obok tego toczy się inne życie. Tak, tak. Deklaracje maturalne złożone, temat pracy z języka polskiego teoretycznie wybrany. Nad biurkiem wiszą kolejno: lista lektur, klucz na maturę pisemną z polskiego, rekcja czasownika z języka niemieckiego, angielski Future Continuous („This time next year, I’ll be sunbathing on Copacabana Beach”), wzór na deltę - powtarzany codziennie (gdyż, jak głosi stare chińskie przysłowie, „gdy nie wiesz co robić – maturzysto, licz deltę!”) oraz zdjęcie obrazujące wakacyjny chillout ze znajomymi. Tak dla złamania schematu, podniesieni na duchu i częściowej motywacji.

 

Listopad i grudzień

Klasa maturalna daje w kość, bo zobowiązuje do wytężonej pracy umysłowej. Powtórki, zaliczenia, kserowanie, biblioteka. Czyżby przygotowanie do klimatu panującego na studiach?

Jak po grudzie, powoli i mozolnie. Idziemy cały czas po przodu, nie wolno się cofać. Repetytorium, vademecum, informator, podręcznik. Definicje, zasady, pojęcia…  „Veni, vidi, vici.” Prawo nie działa wstecz, ale kontrawencjonalizacje się zdarzają. „Gdzie kucharek sześć tam zero siedem zgłoś się.”

A na korytarzu mija nas Ona - uśmiechnięta, czekająca na choinkę, prezenty i kolędy. Ona jeszcze nie wie, że „za rok, może dwa, schodami na strych, odejdą” beztroskie dni i zacznie się nerwowe przeglądanie stron internetowych z informatorami dotyczącymi rekrutacji na uczelnie… Ona jeszcze nie wie…

 

Styczeń. Niech żyje bal!

Taki dzień się zdarza raz. Przynajmniej. Studniówkowy czar działa na wszystkich, czy ktoś tego chce, czy nie. Wybór sali, orkiestry – muzyka to sprawa kluczowa! – partnera, sukienki (tak, panowie mają mniejsze pole do popisu, ale równocześnie łatwiejszy wybór…). Szaleństwo przygotowań trwa od początku roku, czasami odbijając się niekorzystnie na pilności i częstotliwości nauki. Cóż… 100 dni to stosunkowo niewiele. To tylko 100 dni, egzaminy, pożegnania i rozstania… Komu w drogę, temu nostalgia.


Głęboki oddech.
Pierwsze dni wiosny, świat po kilkumiesięcznej drzemce, powoli budzi się do życia. Marzec, kwiecień. A później coś, co każdy musi przeżyć. Maj. Nie, od tego się nie umiera i nie jest to też nic nowego… Możliwe, że podczas przełykania śniadania w ten ważny dzień dojdziemy do logicznego wniosku, że skarpetki jednak nie są tego samego koloru, ale czasu na zgłębianie hipotezy nie będzie. Zawsze jest za pięć ósma, zawsze za mało czasu…
Teraz jednak czas jest. Tak więc - take it easy, relax! Idźcie do kina, obejrzyjcie najnowszego Bonda, zaśpiewajcie, namalujcie, zatańczcie. Czas leci, ale nadal jest! Pośpijcie. Na zapas. Uśmiechnijcie się do wystraszonego pierwszoklasisty stojącego przed tobą w kolejce do bufetu/toalety (być może ma drobne/papier, kto wie). Przecież taka Zosia/Krysia/Marysia będzie bardzo wdzięczna, a zawsze to jakiś dobry uczynek na koncie…
Pamiętajcie też, że, mimo wszystko, warto pomęczyć się przy książkach w tej ostatniej klasie. Nawet, jeśli to dla samej studniówki. Studniówki, która w tym roku – zapamiętajcie moje słowa – przejdzie do historii.


Autor: Agnieszka Stypuła

Poprawiony: środa, 03 kwietnia 2013 21:03
 
FELIETON NAGRODZONY WYRÓŻNIENIEM W KONKURSIE PUBLICYSTYCZNYM PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Nowak   
sobota, 19 stycznia 2013 00:16

 

Młoda dama i sztuka wszelaka

Sięgając pamięcią wstecz mogę stwierdzić, że interesuję się sztuką od czasów kiedy tylko zaczęłam trafiać kredką w kartkę. Jednak sztuka to nie tylko barwy, światłocień, perspektywa, troszkę historii, projektów, technik, jakieś nuty i sukienka do tańca. Kiedy opanowałam już trafianie w kartkę do perfekcji, a zajęło mi to wiele czasu, wzięłam się za inny rodzaj sztuki, który wypada znać każdej młodej damie – postanowiłam opanować tworzenie kotletów. Czasami jednak nachodzi mnie myśl, że niektórzy artyści, nie powinni brać się jeszcze za kuchenne eksperymenty, a już zdobyli serca i zawartość portfeli tysięcy ludzi.

Komercja. Zachłanność. Tłumy zgłupiałej młodzieży, która za wszelką cenę stara się być zaangażowana w obecnie panujące trendy, chociaż miałyby to być koszmarnie niewygodne stringi (tak, też kiedyś chciałam być fajna), kreacja wieczorowa z tego, co zostaje w masarni czy spodnie z krokiem w kolanach, które akurat założyła któraś z gwiazd i okazały się być prawdziwym hitem. Jak już odkrył nasz uczony rodak Mikołaj Kopernik- Ziemia krąży wokół gwiazdy, tylko jednej. Szkoda, że niektórzy celebryci potraktowali to zbyt dosłownie i za wszelką cenę chcą, żeby wszystko obracało się wokół nich. Mikołaju! Cos Ty narobił?!

Pewnego pięknego dnia, dawno, dawno temu wybrałam się na małopolską olimpiadę z języka polskiego. Przytoczone przeze mnie wcześniej słowa „tłum zgłupiałej młodzieży” są tutaj niezwykle trafne i doskonale obrazujące stopień ogólnego zorientowania w tym, co się działo. Równie trafne okazałyby się również względem tych, którzy układali klucz oceniania – no może z niewielkim uściśleniem co do ich wieku. Ale od początku. Każdy z uczestników miał do napisania esej – prawdopodobnie dlatego, że nikt z nas wcześniej nie słyszał tej nazwy i brzmiała odpowiednio dostojnie. Po zgłębieniu tajników tego gatunku, okazało się, że trzeba by było luźno rozrzucać myśli, mówić mądrze, elegancko i poetycko, ale o niczym konkretnym. Jestem kobietą - mówienie w takim stylu mam we krwi.

Kiedy dostałam kartę z poleceniem, okazało się, ze temat nie był jakoś wybitnie trudny. Z sali wyszłam z głową w chmurach, wydawać się mogło, że grawitacja działa jakoś słabiej, więc pobiegłam przez pole pełne kwiatów i…Au! W coś uderzyłam. Głową. W coś twardego, kanciastego i zupełnie nie na miejscu - klucz oceniania. Niezwykle ciekawym zjawiskiem był fakt, że klucz odnosił się do typowej, znienawidzonej przez wszystkich gimnazjalistów rozprawki. Ale jedynie na pierwszy rzut oka, bo nikt nie wprowadza do rozprawki dialogu, który według oceniających był wart jeden punkt, a użyte przeze mnie anafory zostały potraktowane jako błędy stylistyczne. ALE! Z kluczem się nie dyskutuje, a nawet gdyby to trzeba by go było potraktować personifikacją, co pewnie znowu zakrawa na błąd stylistyczny. Bez personifikacji - na schizofrenię. I tak, za pośrednictwem nic nie znaczącej uczennicy szkoły średniej specjaliści z dziedziny języka polskiego otrzymują swoje 5 minut. W ich przypadku mięsna kreacją, albo stringami okazał się klucz oceniania. Myślę, że to drugie porównanie jest bardziej celne, a przynajmniej obrazuje sposób w jaki może to uwierać młodego człowieka. Niezwykła szkoda, że niektórzy ?politycy? żyją we własnym świecie. Czasem chciałoby się aż to im umożliwić i wysłać ich na księżyc.

Autor: Ada Opyrchał

Poprawiony: środa, 03 kwietnia 2013 21:04
 
FELIETON NAGRODZONY III MIEJSCEM W KONKURSIE PUBLICYSTYCZNYM PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Nowak   
sobota, 19 stycznia 2013 00:14

Do biegu, gotowi, start!

Niech was tytuł nie zmyli, bo treść bynajmniej z prawdziwym sportem nie ma nic wspólnego (a może jednak..?).

Wyobraźmy sobie taką sytuację: słyszysz dzwonek, wybiegasz z klasy, przeciskasz się między ludźmi, zgrabnie unikasz upadku, wreszcie docierasz na miejsce, stoisz, czekasz, wiesz, że czas ucieka, a ty, mimo iż tak blisko celu, to jednak tak daleko, minuty upływają, a konkurencji przed tobą wcale nie ubywa, wtem wreszcie nadchodzi twoja kolej, dzwonek... zdążyłeś. Brzmi znajomo? Witamy w naszym szkolnym bufecie. I niech mi nikt nie mówi po takim wstępie - w dodatku jak najbardziej prawdziwym, bo wyniesionym z autopsji i obserwacji - że to zwykły sklepik z jedzeniem. Każdy zna, każdy słyszał, nikt nie powinien lekceważyć. Kto był tam raz - przyjdzie znowu, w końcu śmierć głodowa nie jawi nam się raczej pozytywnie, prawda?

Miejsce elitarne, można by rzec. W końcu nawet gdy przerwa trwa 10 min., a ty masz lekcje obok, nie zawsze dostaniesz szansę, aby dokonać upragnionego zakupu. To miejsce to istna dżungla pod względem hierarchii. Zresztą nie tylko to, czysty biznes proszę państwa. Nie masz znajomości? - przykro mi, ktoś tu długo poczeka. Nikt nie mówił, że w liceum będzie prosto, a znajomości potrzebne są tylko do znalezienia pracy lepszej niż w KFC (chociaż i z tym bywa różnie). Nie jesteś bywalcem mającym swój własny stolik? Licz na szczęście. No albo urwij się z lekcji, ewentualnie ćwicz mięśnie nóg i sztukę rozpychania tłumu łokciami, nasze korytarze jak najbardziej temu sprzyjają.

Pierwszą rzeczą po wejściu do tej świątyni, powinno być rozejrzenie się, czy jest ktoś znajomy. Wtedy jest idealna okazja, aby wcisnąć mu pieniądze i powiedzieć czego sobie życzysz, co milsi wpuszczą cię do kolejki. Sytuacja podbramkowa – brak znajomych twarzy, cóż zrobić, cóż zrobić... czekać. Cierpliwie, a jakże. W końcu nigdy nie ma gwarancji, że i tak zdążysz. Dlaczego? Wspominałam o hierarchii, prawda? Tak, w tym miejscu prawo dżungli sprawdza się jak w żadnym innym. Ty niczym mała antylopa grzecznie czekająca przy wodopoju.., a kim jest lew?  Nauczyciele ustalają tam własne prawa kolejki, nikogo nie obrażając rzecz jasna. By być dokładnym, kreśli nam się taka oto sytuacja: na zegarku pół minuty do dzwonka, lekcje masz na samej górze i  wtedy wpada do bufetu twoja (tak, właśnie akurat twoja!) pani od polskiego. Czarna rozpacz albo spóźnienie... dla niektórych to jedno i to samo. Tutaj muszę też napomknąć, że szanowne grono pedagogiczne ma własne okienko, takie tam niepozorne, między lodówką a wypiekami. Ktoś powie; "ale jak to? przecież to wcale nie jest okienko!" I o to właśnie chodzi! Sztuka kamuflażu. Bo albo trzeba zaległe precle zapłacić, albo tutaj jeszcze ktoś prosił o wodę, a co my robimy? Dokładnie- nauczeni doświadczeniem czekamy. Choć co odważniejsi zuchwalcy korzystają i z tego okienka.

Jest jeszcze jedna sprawa warta wspomnienia, a mianowicie.. pizzówki! Przy tym to jest dopiero wyścig szczurów, a przepraszam, uczniów. Śmiem twierdzić, że popyt na nie nigdy nie zmaleje, dwie przerwy i znikają jak wiedza na sprawdzianach. Krąży też pogłoska, że w sklepiku jest wszystko, no prawie wszystko. Skończył ci się zeszyt? Klej? A może masz ochotę na cynamonowo-waniliową (tak, nawet taka, o zgrozo, tam jest) herbatę bądź kisiel? Wiesz, gdzie iść.

Kto by pomyślał, że teoria Darwina na temat walki o byt i doboru naturalnego sprawdza się w tak prozaiczny sposób, w tak niepozornym miejscu. A jednak, rzeczywistość jest pełna niespodzianek. Kto nie wierzy, może przekonać się na własnej skórze. I portfelu. A jaki z tego wniosek? Niedocenianie szkolnego bufetu, może nam się boleśnie odcisnąć w pamięci (a przynajmniej na pewno na żołądku), bo możliwe, że to właśnie tam będzie wam potrzebny instynkt samozachowawczy i umiejętność przetrwania w trudnych sytuacjach.

Autor:   Ada  Ulman

Poprawiony: środa, 03 kwietnia 2013 21:04
 
Tour the ENGLAND, PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maria Nowak   
sobota, 19 stycznia 2013 00:12

czyli szkoła przetrwania w pięknym państwie z przyjaciółmi zza zachodniej

granicy, rozszerzona o elementy kulturopoznawcze.

 

Bagaże, czyli jak się spakować i nie zwariować

Szczerze? Nie znoszę się pakować. Kiedy jest to dwu- lub trzydniowy wyjazd – ok. Zrobię to, niechętnie, ale zrobię. Jednak dwutygodniowy wyjazd do Anglii to sprawa trochę bardziej skomplikowana. Stwierdziłam więc ambitnie – robię listę! Efekt? Prawie sto pozycji pod tytułem „koniecznie zabrać”. Zrezygnowałam. Dodatkowo pojawiło się, przerażające dla dziewczyny, ograniczenie – „waga jednej sztuki bagażu nie może przekroczyć 32kg (WizzAir, do Londynu) i 20kg (RyanAir, z Bristol) ”. Coś strasznego. Wyciągnięty wniosek? Pakowani do 20kg, dla pewności, której nigdy za dużo. Spontaniczne wrzucanie ciuchów i reszty do walizki – zawsze spoko.

Wizz i RyanAir. W chmurach

Samo rozumie „się przez się” – samolot. Dla mnie była to pierwsza podróż tym środkiem transportu, więc przyznam, że byłam pod pewnego stopnia wrażeniem. Osobiście uważam, że było to dosyć  przyjemne. Przyznaję, że do domu leciało mi się lepiej. Jakoś tak, bardziej swobodnie czułam się z myślą, że tak krótki czas dzieli mnie od znalezienia się we własnym łóżku… Co do samego lotu – czuć się przez chwilę like a King, mając pod sobą cały świat, być tam, w chmurach… Chmury wyglądające jak śnieżna pokrywa, rozciągające się na olbrzymim obszarze. Bezcenne.

„God save the Queen”… from us, czyli „Kopernik” w Anglii

Tak, Anglia jest wspaniałym krajem (nie zapominając oczywiście o polskim pięknie!). Przywitała nas gorącym słońce, czuliśmy się więc, chyba wszyscy, usatysfakcjonowani. Nasza czternastoosobowa grupa wspólne zwiedziła stolicę – Londyn. Przyznaję, jest co oglądać. Ale potrzeba na to dużo, dużo czasu. My mieliśmy go stosunkowo niewiele. Zobaczyliśmy co prawda Big Bena, dwupiętrowe autobusy, brytyjskie taksówki i czerwone budki telefoniczne, ale tempo jak z maratonu nieco przeszkadzało w całkowitym zachwycie nad urokami tego wielkiego miasta. Bo Londyn jest wielki, a jakże! Jest też pełen ludzi przeróżnych kultur i kolorów skóry. To aż niesamowite, jak wielobarwna jest ta metropolia.
Poza stolicą odwiedziliśmy inne niesamowite miejsca. Kornwalijski Land’s End, strome klify i ocean rozbijający się falami o skały. Wielki i sławny Exeter z okazałą katedrą, ruinami średniowiecznego zamku i ratuszem z XII wieku. Spacerowaliśmy, walcząc z wiatrem, po (suchych) wrzosowiskach Dartmoor, zwiedziliśmy dom Agathy Christie, odwiedziliśmy też wielką i nowoczesną bibliotekę w Paighton.
Brixham, w którym mieszkaliśmy, też okazał się bardzo urokliwym miejscem. Mały port rybacki leżący na zachodnim końcu zatoki Torbay, w hrabstwie Devon.  Miasteczko samo zachęcało do dłuższych i krótszych spacerów, zagłębiania się w kręte uliczki, wdrapywania się na skały i odwiedzania dzikich, kamienistych plaż, skrytych gdzieś za większymi skałami…

Nasi obcojęzyczni… przyjaciele?

Oprócz paru osób z Ukrainy, z którymi było nam naprawdę bardzo miło i przyjemnie – Słowianin ze Słowianinem zawsze wspólny język znajdzie (zwłaszcza, jeśli ma się wspólnego wroga…)  – byli też i inni uczestnicy.
Tak, tak. Niemcy. Przez dłuższą chwile się zastanawiałam, czy mam pisać szczerze, czy tak, jak wypada osobie z dobrymi manierami. Stwierdziłam, że szczerość jest ważną zaletą.
Ja sama już wcześniej spotkałam się z...hm, oryginalnością niemieckiej młodzieży (podczas wymiany z miastem Hameln). Tym razem jednak byłam tak zdziwiona, że przez długi czas nie umiałam ubrać tego w wystarczająco odzwierciedlające to słowa.
Pokrótce wyjaśnię, czym różnimy się my, nasza Dwunastka Wspaniałych, od nich. Jest jedna, konieczna do podkreślenia, różnica. Cóż, myjemy się. I, co niesamowite, robimy to codziennie. Naszym koleżankom, bo co do kolegów – pewna nie jestem, wystarczała codzienna dawka dezodorantu w sprayu, którą, przy okazji, raczyły też nas. Nierzadkie były też zjawiska latających części garderoby. Najczęstszym kierunkiem były nasze łóżka. Przyznam, że tylu latających skarpet, bielizny, ręczników i innych, nie widziałam…
Co zapadło najbardziej w pamięć? Cóż, akcje rodem ze szpiegowskich filmów Agenta 007 czy też sławnego Jamesa Bonda mogą się skryć przy naszych podchodach i podsłuchach… Kto był – ten wie. A działo się, oj, działo… Nie wspominając już o znikających poduszkach i bagażach…

Zakwaterowanie  – bez masek gazowych ani rusz!

Nie, nasze pokoje ani nie śmierdziały (przynajmniej nie same z siebie). Pokoje były w porządku, ciasne i zbyt żółte, ale na dwutygodniową wycieczkę szkolna – w sam raz. Przybrały one jednak innego wymiaru, kiedy wprowadziły się nasze niemiecki koleżanki. Mijanie slalomem leżących na podłodze frytek, zapaszek dezodorantu  czegoś, co ten dezodorant miał ukryć… I te wszędobylskie skarpetki!

Duty group, activities i „róbta, co chceta”

Duty groups dbały o porządek, posiłki i czystość i kuchni. Zmieniały się one w zależności od dnia i przydziału obowiązków. Co parę dni mieliśmy okazję wziąć udział w activities – były to, do wyboru: power boating, caving i high ropes. Głównie jednak zdani byliśmy na własną kreatywność. English breakfast, rozmowa z brytyjskimi sprzedawcami pamiątek, spacery, plażowanie… Dodatkowe atrakcje? Talent show, „Egg change game”, narodowe wieczorki, piknik, wieczorne śpiewanie w living roomie…  Jest co pamiętać.

Aż łza się w oku kręci…

… kiedy myślami wracamy do chwil spędzonych w UnitedKingdom. We wspomnieniach na pewno zostały urokliwe miejsca i krajobrazy, wspólne, zarówno dzienne jak i nocne, spacery i przesiadywanie na kamienistej plaży Brixham. Piękne poranki i wieczory w porcie, statki, jachty, molo…
Tęsknimy, a jakże. Brakuje nam slalomów między frytkami, zapachów dezodorantów, widoku latających skarpet (o innych częściach garderoby nie wspomnę…) i niemieckiego disco w autokarze. Tęsknimy i czekamy. Na co? Na odzew naszych niemieckich przyjaciół. Myślę, że  nie jestem osamotniona w marzeniach o usłyszeniu jeszcze raz „ Schatzi, schenk mir ein Foto, schenk mir ein Foto von dir...”

Wspominała: Agnieszka Stypuła

 

 

 
Piłkoszał PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 24 czerwca 2012 17:19

Już od maja, czy nawet wcześniej, telewizja bombardowała nas reklamami pełnymi euro-haseł. Nawet biedronkowe „Codziennie niskie ceny” nabrały innego wymiaru, koloru i treści. Trzeba przyznać, że Mistrzostwa były zapowiadane głośno i wyraźnie. Wyraźne były też cele – dla każdej drużyny – wyjście z grupy, a potem kolejno ćwierć- i półfinały aż do tego upragnionego finału z grą o puchar.

Muszę przyznać – wciągnęło mnie. Nie, nie reklamy, oczywiście, ale, jako fankę piłki nożnej – cała impreza. I przyznam, że kiedy tylko zaczęły się wielkie przygotowania, a do Polski zaczęły zjeżdżać wszystkie te kolorowe National Team’y – wszystko inne straciło sens i stało się niesamowicie nudne.

 Podziwiałam trening Holendrów szóstego czerwca (przyznam, że „podziwiałam” odnosi się tu głównie do Robina van Persie) na Stadionie Wisły Kraków i szczerze mówiąc, nie przewidywałam ich tak szybkiego wyjazdu. Cóż. Trzy mecze, zero punktów – mówi samo za siebie. Taki sam wynik osiągnęli – jeśli można tu mówić o jakimkolwiek osiągnięciu – Irlandczycy.

Ze wszystkich drużyn najbardziej podobają mi się Niemcy. Podobają, bo grają cudnie. Nie, nie kibicuję im! Po wizycie w Anglii z „niemieckimi kolegami” mam szczerze dość Niemców i ich języka (wybaczcie, germaniści) na długi, długi czas…

Nasi nie zawiedli. No dobrze, paradoksalnie – bo wiem, że ich przygodna z Euro zakończyła się na fazie grupowej. Zaufajcie, nie sposób to przeoczyć. Jak to niestety bywa, mimo, że grali jak nigdy – przegrali jak zwykle. Nie pomogły wspaniałe gole Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Ulegliśmy Czechom. Szczycić możemy się jedynie tym, że 2 punkty to zawsze będzie więcej niż zero. Co za tym idzie – więcej od byłych wicemistrzów, Holendrów.

A ja? Jestem całym sercem za hiszpańskim teamem. Dlaczego? Długo by opowiadać. W każdym razie – przewiduję finał Niemcy : Hiszpania. Oczywiście, jeżeli La Roja będzie grać tak, jak z Irlandią – czyli z godnością byłych Mistrzów Europy i Świata.

Więc, drodzy piłko-fani – już 1 lipca finał! I mówcie co chcecie – „za dwa lata – Polska Mistrzem Świata”!

Agnieszka Stypuła

Poprawiony: wtorek, 20 listopada 2012 20:10
 
Wyjazd do Lwowa PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
niedziela, 13 listopada 2011 22:27

Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek.

/Cyprian Kamil Norwid/

W dniu 27 października reprezentacja uczniów z naszej szkoły wraz z opiekunami udała się do Lwowa, aby tam pomóc w porządkowaniu Cmentarza Obrońców Lwowa, potocznie zwanego Cmentarzem Orląt Lwowskich. Nasza czterdziestoosobowa grupa podzieliła się na dwie ekipy, z których każda do posprzątania dostała inny rejon. Sprawnie i szybko oczyściliśmy teren z liści, które opadały na trawnik, ścieżki i mogiły.

Na głównej części Cmentarza Łyczakowskiego odwiedziliśmy także groby sławnych Polaków, m.in. Marii Konopnickiej czy Władysława Bełzy, autora „Katechizmu polskiego dziecka”. Czasu na zwiedzanie miasta było niewiele – ledwie liznęliśmy lwowskiego klimatu, za to w pięknej, złoto jesiennej scenerii. Wstąpiliśmy do kilku kościołów, które prezentowały sobą zlepek kultury katolickiej i prawosławnej. Mieliśmy także przyjemność wejść do sławnego Teatru Wielkiego oraz stanąć pod jednym z piękniejszych pomników Adama Mickiewicza. Lwów zaskakuje swoją różnorodnością. Mimo obcej nam cyrylicy widocznej na wszystkich szyldach, reklamach wciąż czuć w nim polski klimat, lata przynależności do naszego kraju nie dają się tak łatwo zatuszować.

Myślę, że Lwów jest jednym z takich miejsc, które każdy Polak powinien odwiedzić, aby doświadczyć prawdziwej lekcji historii.

Marzena Bieniecka,II c.

Poprawiony: poniedziałek, 13 sierpnia 2012 18:11
 


Copyright © 2017 Zespół Szkół i Placówek Oświatowych im. Mikołaja Kopernika w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszelkie prawa zastrzeżone.