Start Aktualności I miejsce w konkursie publicystycznym
I miejsce w konkursie publicystycznym PDF Drukuj Email
Wpisany przez Joanna Kasprzyk   
poniedziałek, 15 kwietnia 2019 09:42

 

Dawid Madej z klasy 1 b zdobył I miejsce w XX Powiatowym Konkursie Publicystycznym "O Laur Peryskopu", organizowanym przez Liceum Ogólnokształcące im. M. Wadowity w Wadowicach. Jury konkursu nagrodziło również tekst Edyty Ślęzak z klasy 1 b, za który otrzymała wyróżnienie. Opiekunem naszych młodych publicystów była mgr Elżbieta Karelus. Gratulujemy!

 

 

 

Poniżej przedstawiamy nagrodzone teksty Dawida Madeja i Edyty Ślęzak.

 

Szczepienie Szczepionków

„Nie wiem, czy szczepić” – to trudne pytanie zadaje sobie co drugi rodzic w naszym kraju, stając przed decyzją wpojenia drobnoustroju do środka swojego dziecka. Taką możliwość dał Polakom sejm, który na początku listopada zniósł obowiązek szczepień ochronnych. Chwała mu za to! Każdy rodzic powinien mieć prawo do decydowania o swoim smyku oraz o przebiegu jego medycznej przygody. Choć jedna pociecha z niechęcią pójdzie do Pana Doktora, tak inni aż niecierpliwią się, by wejść do przychodni i zadać jakże świetnie nam znane pytanie: „Kto z Państwa ostatni?”. Jeden z amerykańskich nastolatków, po osiągnięciu wieku pełnoletniości zamiast pójść ze świeżo wyrobionym dowodem osobistym do sklepu monopolowego czy zapisać się na kurs prawa jazdy.. postanowił się zaszczepić. Tak, zaszczepić. Jego rodzice nie wierzyli w cudowną moc szczepionek, przez co chłopiec przez całe swoje młodzieńcze życie rozpaczał nad brakiem symbolicznego „kółeczka” na lewym ramieniu. Chciał to zmienić i udało się to. Po całym wydarzeniu poszedł do mediów i podzielił się swoją jakże fantastyczną medyczną przygodą, która urzekła cały świat.

Mam pomysł, jak służba zdrowia może zachęcić rodziców do szczepienia dzieci. Pewnie znacie jeden z najbardziej znanych supermarketów w Polsce o dumnej nazwie jednego z owadów? Ba, na pewno znacie. Przecież to tam przy okazji zakupów odbywają się dyskusje sąsiedzkie, dramaty małżeńskie, zaręczyny, randki, zawiązują się przyjaźnie.. albo się kończą. To w tych sklepach tworzy się historia narodu. Ale nie interesuje nas sam sklep, a pewna rzecz, którą wprowadził. Otóż pamiętacie na pewno starsze babcie bijące się o błyszczące naklejki, które zebrane w ilości pięćdziesięciu umożliwiały odbiór świeżaka. Ta babcia kupowała całymi wózkami zakupy, by zdobyć jak najwięcej nalepek, a gdy pani ekspedientka powiedziała: „Niestety brakuje pani 6,70 złotych do odebrania kolejnej naklejki” babcia z szybkością światła biegła na drugi koniec marketu po drodze zbierając w ręce rzeczy, które w finale dawały wymaganą cenę.

 

Do rzeczy.

Wspomniany wcześniej system bardzo cieszył się zainteresowaniem tłumów. A co, gdyby służba zdrowia wprowadziła podobne rozwiązanie?

Za każde szczepienie dziecko dostawałoby specjalną naklejkę, która trafiałaby do specjalnego albumu. Po zebraniu wymaganej liczby nalepek dziecko wraz z opiekunem przychodziłoby do najbliższego ośrodka zdrowia, gdzie z uśmiechem prosiłoby panią pielęgniarkę o ulotkę z informacją, jaką maskotkę z „Gangu Szczepionek” może sobie wybrać. Ulotka, jak to ulotka, zawierałaby najpotrzebniejsze informacje, czyli imię naszej „Szczepionki” oraz zdjęcie delikwenta. Do wyboru mogłyby być między innymi: Ola Ospa, Gienia Grypa, Roksana Różyczka, Krzysztof Koklusz, Wiesława Wścieklizna,  Genowefa Gruźlica czy Wojtek WZW. Oczywiście maskotki byłyby w oryginalnych kształtach bakterii: pałeczki, laseczki, krętki, gronkowca, maczugowca, ziarenkowca, śrubowca czy paciorkowca.  Dzieci byłyby szczęśliwe z takiego obrotu sprawy, maluchy z chęcią chodziłyby do szkoły wraz ze swoim „Szczepionkiem”, by pochwalić się nim swoim kolegom! Każde dziecko musi mieć to samo, co ma ten drugi, tak jest często, a nawet zawsze. Wyobraźcie sobie sytuację, że dziecko przychodzi do swojej mamy i prosi ją o szczepienie, bo są wspaniałe maskotki, które ma każdy dzieciak w przedszkolu. Matka oczywiście po krótkim zaznajomieniu  wzięłaby sprawy w swoje ręce i już za kilka dni dziecko dumnie paradowałoby ze swoją „Gienią Grypą” do przedszkola. A wyobraźmy sobie teraz przeszczęśliwe nauczycielki, które z wielkim entuzjazmem i wielką chęcią uczyłyby dzieci kształtu, koloru, a nawet nazw na przykładzie „Gangu”.

To rozwiązanie ma same plusy. Mam nadzieję, że zostanie szybko wprowadzone w życie i już niedługo będziemy oglądać dumne zdrowe dzieci, które kroczą po ulicy ze swoimi „Bakteriami”, oraz rodziców, którzy będą z przekonaniem namawiać innych, aby zdecydowali się na ten bardzo opłacalny krok.

Dawid Madej

 

Pierwiosnek czy plastik?

W dniu sprzątania Ziemi spotykały się dwie przyjaciółki: pani EKO i pani BIO, które wymieniły się ekscytującymi hasłami o ekologii. Panienka BIO, widać bardzo uważała na lekcjach języka polskiego, bo z wielką dumą wyklepała: „Myślę, więc segreguję”. Z kolei pani EKO pochwaliła się najnowszym, opatentowanym w jej firmie stwierdzeniem- ,,Czyste środowisko - najlepsze uzdrowisko”. Następnie, podczas niezwykle lekkiej konwersacji pojawiły się spekulacje na temat pojemników do segregacji. Pani EKO tupnęła nogą i upierała się przy swoim, że szkło bezbarwne należy wrzucać do białego kontenera, a kolorowe do zielonego. Na to Przyjaciółka BIO otworzyła szeroko swoje błękitne oczy i nie mogła pojąć, po co się rozdrabniać i kupować dodatkowy kosz, skoro i tak całe szkło trafia na jedno wysypisko. Po chwili wzrok pani BIO przykuła nietypowa torba przyjaciółki. Towarzyszka EKO metodą łopatologiczną starała się zaprezentować koleżance swoje eko wyposażenie:

-,,To jest zwykła torba tylko zamiast napisu „Wykorzystaj mnie ponownie” ma  bardziej motywacyjny slogan ,,Weź mnie ze sobą – 20 groszy z tobą!”. Wiem, że mam rację, bo ta butelka daje mi super filtrację, a do tego szklane słomki będą świetne do szejka z poziomki!

Czy wszyscy korzystają z tych prestiżowych pomysłów? Ciekawe, czy Oszczędna też stawia na ORGANIC– zastanawiały się obie. Wciągnięte w wir fascynującej rozmowy przyjaciółki znalazły się w niewielkim lesie. Powitał je naturalny krajobraz urozmaicony ciekawymi dodatkami.

-„Teraz, kiedy odeszła już zima, a wiosna jeszcze nie raczyła zawitać, natura wykorzystała ten moment i prezentuje swoją drugą twarz. Patrz: plastikowe i szklane butelki, puszki, foliowe siatki, papierki różnego rozmiaru, opakowania po wyśmienitych chipsach…- po mojej stronie lista się nie kończy - elokwentnie wyjaśniła i zrelacjonowała madame BIO.

Na to nieporuszona pani EKO: „Serio? Ja mam lepsze: kartoniki i pudełeczka po zjedzonym obiadku w MacDonaldzie. Wyobrażasz sobie, jakie te kurczaczki były pyszne?, O! A to zielone opakowanie jeszcze tydzień temu było wypełnione po brzegi fit sałatką!

-,,Sałatka to jest z tych potłuczonych butelek, tam pod drzewem”- skomentowała lady BIO.

-Nic nie przebije tego: ogromne worki z odpadami po remoncie też nie znalazły miejsca w odpowiednim kontenerze, tylko dołączyły do elementów ściółki leśnej. Ja aż się potknęłam z wrażenia”- odpowiedziała pani EKO z kształtem wielkiego ,,O” na ustach.

-„Ja tam nadal mam cichą nadzieję  odkrycia pięknych pierwiosnków”- wyznała lady BIO.

-,,Naprawdę nie słyszałaś, że nadzieja matką głupich? Pierwiosnek to znajdziesz, ale chyba tylko na opakowaniu po jogurcie.” – podsumowała madame EKO.

Przecież te śmieci nie przywędrowały tam same, więc co na to ich właściciele? Dobra, może nie każdy fascynował się nauką biologii w szkole, nie każdemu leży na sercu los organizmów żyjących w lesie, jednak chyba wszyscy chcielibyśmy cieszyć się pięknymi widokami, zieloną trawką w lecie czy złocistymi liśćmi jesienią – myślały głośno.

Okazuje się, że wieś, która kojarzy się nam z pięknymi widokami, lasami i świeżym powietrzem, w kwestii zanieczyszczeń środowiska niczym nie odbiega od miasta. Obecnie mocno nagłośniony temat smogu nieco przysłania fakt, że środowisko to nie tylko powietrze, ale również gleba i woda. Nie zawsze „gołym okiem” widzimy zanieczyszczenie powietrza. Dopiero gdy nad miastem pojawi się ogromna, siwa chmura, obawiamy się o nasze zdrowie. W takim razie, dlaczego zaśmiecone rowy, okolice wzdłuż dróg, lasy i wąwozy nie robią aż takiego wrażenia? Czy hasła typu ,,Nie zostawiaj śmieci w lesie, bo on tego nie zniesie” jeszcze na kogoś działają? Najwidoczniej  należy użyć konkretnych liczb i faktów, dobitnie przedstawiających narastający problem wysypisk śmieci w lasach. Otóż, aby natura mogła sama ,,pozbyć się” intruzów w postaci szklanych butelek potrzebuje ponad 4000 lat,  tworzyw sztucznych - od 100 do 1000 lat, metalowych puszek - 10 lat. Drobny papierek po cukierku - nic wielkiego, poza tym, że będzie leżał pośród liści przez kolejne 450 lat, podobnie foliowa reklamówka. Na szczęście pojawia się coraz więcej akcji sprzątania Ziemi, a postawy proekologiczne wpajane są już od najmłodszych lat. Jaki jest tego efekt? Na to pytanie niech każdy z nas odpowie sam.

Organic Lady

Edyta Ślęzak

 

Poprawiony: sobota, 20 kwietnia 2019 15:00
 
Copyright © 2019 Zespół Szkół i Placówek Oświatowych im. Mikołaja Kopernika w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszelkie prawa zastrzeżone.